Nie sposób przecenić pozytywny
wpływ soków z warzyw i owoców na nasz organizm, szczególnie o tej porze roku.
Siłą rzeczy podczas zimy, spożywamy najmniej świeżych warzyw i owoców podczas
całego roku. Już nie chodzi tu o ich brak, chociaż pamiętam czasy, gdy
pomarańcze pojawiały się tylko na Gwiazdkę. Obecnie oferta jest bogata, ale
jakoś nie mam zaufania do tych błyszczących jabłuszek, pomidory niczym nie
smakują, a te zamorskie wydają się być z tak daleka i tak dawno zerwane, że nie
są dla mnie atrakcyjne. Tą zimową porą (zresztą przez rok okrągły) codziennie
właściwie robię soki z marchwi i jabłek, urozmaicając je innymi owocami i
warzywami. Czas jakiś temu zainwestowałem kilkaset złotych w porządną sokowirówkę.
Ważne jej cechy to:
-
duży otwór wlotowy
-
łatwość mycia
-
solidne wykonanie
-
duży pojemnik na wytłoki
Marchew kupuję mytą, więc właściwie nie wymaga
żadnych zabiegów. Jabłka niebyt wielkie (takie mieszczą się w otwór urządzenia),
z tych tańszych. Ważne by były soczyste i nie słodkie (nie lubię). Do tego czasami
seler lub buraki, zawsze cytryna. Ilość zależy od potrzeb, do tego należy dojść
empirycznie. Dalsze postępowanie jest banalnie proste. Owoce i warzywa płuczę w
wodzie, nie wolno obierać, bo skórka zawiera najwięcej wartościowych
substancji. Przepuszczam przez sokowirówką i gotowe. Najwięcej pożądanych cech ma
sok zaraz po sporządzeniu. Później stopniowo traci właściwości, proces
spowalnia dodatek cytryny i przechowywanie w lodówce. Powinno się pić szklankę
godzinę przed posiłkiem. Nie będę zanudzał Was wymienianiem pożądanych elementów,
jest ich mnóstwo. Soki z kartonika są najczęściej robione z koncentratów i pasteryzowane.
Podczas tych procesów termicznych na pewno tracą większość witamin.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz